Siedziałam na parapecie z kubkiem gorącej herbaty w rękach, która od jakiegoś czasu stała się moim ulubionym napojem. Mając lekko podkurczone nogi, mocno ściskałam naczynie i wpatrywałam się w krople deszczu obijające się od szyby. Wspominałam. Myślałam nad tym, co by było, gdybym dokonała innych wyborów w swoim życiu.
Kilka miesięcy wcześniej
Londyn, Sierpień 2011
Niedziela wieczór
Siedziałam razem z rodzicami w salonie przed telewizorem, na przemian oglądając film i zajadając się moimi ulubionymi żelkami. Była to komedia, więc w całym domu odbijało się echo donośnego śmiechu taty. Nagle poczułam wibracje w kieszeni, więc wstałam z kanapy i skierowałam się do swojego pokoju. Kiedy zamknęłam już za sobą drzwi, odebrałam.
-Gdzie jesteś? Czekamy na ciebie! – odezwał się znajomy głos w słuchawce.
-Nikki? – zdziwiłam się, bo od dawna się nie odzywała.
-A któżby inny? Taka ładna pogoda, a ty siedzisz w domu!
Wyjrzałam przez okno. Rzeczywiście, świeciło słońce, ale jakoś nie ciągnęło mnie do wyjścia.
-Chodź do nas, a nie nudzisz się w domu! – zachęcała.
Westchnęłam.
-Gdzie jesteście? – zapytałam w końcu.
-W parku, przy Jonnym.
Dałabym sobie głowę uciąć, że wyszczerzyła swoje wybielone ząbki w szerokim uśmiechu, czując satysfakcję. Rozłączyłam się i zeszłam na dół.
-Wychodzę! – krzyknęłam w stronę rodziców – Niedługo wrócę!
Założyłam czerwone trampki, chwyciłam bluzę i wyszłam. Tak jak przypuszczałam; mimo, że było lato, wiał zimny wiatr. Ruszyłam dobrze mi znaną drogą. Minęłam duży sklep i skręciłam w prawo. Prostą drogą doszłam do parku. Po chwili byłam blisko dużego (jedynego tutaj) świerku (którego od nie pamiętnych czasów nazywaliśmy ‘Jonny’. Nikt nie wiedział już dlaczego). Było to miejsce, gdzie schodziliśmy się paczkami i spędzaliśmy tam całe dnie.
Dawno tego nie robiliśmy.
A raczej ja tego nie robiłam. Coś się we mnie zmieniło. Od pewnego czasu przestałam chodzić na imprezy. W głowie wyśmiałam wszystkie lafiryndy (bo nie da się inaczej nazwać zawsze i wszędzie plotkujących, wytapetowanych… koleżanek ze szkoły), które uważały, że taniec z chłopakiem równa się miłość lub przynajmniej zakochanie i od razu robiły z tego wielką sensację. Była to tylko jedna z ich rozpoznawalnych czynności, bez których nie mogły przeżyć.
Bardziej zamknęłam się w sobie. Zaczęło się od pewnego wieczoru, kiedy nie mogłam wyjść, by spotkać się z paczką. Później zauważyłam, że da się żyć bez ciągłych wypadów do kina, na imprezy i randki (o których nie miałam pojęcia, dopóki nie przyszłam na umówione spotkanie). Tak, tak. To moje przyjaciółki próbowały mnie zeswatać, zapominając, że tego nienawidzę. Zaraz. Przyjaciółki? Nie. Dziewczyny, z którymi nigdy nie łączyła mnie prawdziwa przyjaźń. Tylko co się stało, że teraz się odezwały?
Moje rozmyślania przerwała nieco niższa ode mnie postać o kruczoczarnych włosach, ściskająca mnie z całej siły. Co do..? Ach, no tak. Nikki, a raczej Nikodema. Nie cierpiała tego imienia, a jeszcze bardziej osób, które ją tak nazywały.
Mimo przeszłości uśmiechnęłam się na jej widok.
-Cześć! Stęskniłam się! – wykrzyczała.
-Cześć – odpowiedziałam z lekkim entuzjazmem, żeby jej nie urazić.
Co jak co, ale nie potrafię być dla niej nie miła.
Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła do reszty towarzystwa. Przywitałam się ze wszystkimi; z Ellie, Tomem, Jasonem i jego nową dziewczyną (jak się później okazało) Mirandą. Rozmawialiśmy chwilę o tym, co działo się przez wakacje. Oczywiście głównie to oni mówili. Zauważyłam, że nie specjalnie obchodziło ich cokolwiek, co było związane ze mną. Zaproszenie mnie tutaj, to był zapewne pomysł Nikki. Po pewnym czasie usiadłam pod drzewem, opierając się o jego korę, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w szum wiatru, wdychając jego świeży zapach.
Nagle zawibrował telefon. Wstałam, rzucając krótkie „zaraz wracam”. Odeszłam kawałek i odebrałam. Mama. Po jej głosie domyśliłam się, że była roztrzęsiona i zdenerwowana. Płakała.
-Gdzie jesteś? – spytała pociągając nosem.
-W parku. Mamo, co się dzieje?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz